HOME | DD

FanRubyGloom — Johnlock: Hopeless wanderer
Published: 2013-03-28 11:18:07 +0000 UTC; Views: 2712; Favourites: 16; Downloads: 3
Redirect to original
Description www.youtube.com/watch?v=9ptM0B…

- Nie wpadniesz?
- Wiesz, wpadłabym... - zająknęła się - Ale...
- Sherlock - dokończyli jednocześnie.
- Chyba przesadzasz. To mój przyjaciel. Wydaje się cyniczny, ale to dobry człowiek.
Mary popatrzyła na niego z politowaniem.
- John, błagam cię... On naprawdę nie jest normalny.
- Ależ...
Sherlock szarpnął ze złością zasłonę, żeby zakryć okno i wycofał się w głąb mieszkania. Nie musiał wiedzieć, co odpowiedział John.
Całą rozmowę odbywającą się pod ich kamienicą odczytał bez problemu z ruchów warg.
Zaraz też chwycił skrzypce i zaczął grać jakąś niezidentyfikowaną melodię, swoją kompozycję, w tempie i z uporem automatu.
Durny John. Czemu się z nią zadaje?
Doktor jest nieco mniejszym idiotą, niż reszta społeczeństwa, a ta cała Mary to po prostu chodząca głupota. Kwintesencja braku myślenia. Do tego tak koszmarnie nudna i pospolita!
Zdążył zerwać kilka włókien w smyczku, nadal wściekle rzępoląc, zanim drzwi się otworzyły i do środka wkroczył John.
Zmierzył detektywa uważnym spojrzeniem.
- Kiepski dzień?
- Skąd ten pomysł? - wycharczał Sherlock, kończąc melodię przeraźliwym piskiem i prawie że rzucając skrzypcami.
- Takie katowanie skrzypiec nie pozostawia żadnych wątpliwości.
Sherlock usiadł ciężko w fotelu.
- Bzdura. Rozwiązałem dziś dwie sprawy.
- Chyba niezbyt satysfakcjonujące, skoro teraz jesteś tak zirytowany.
- Nie jestem zirytowany! - zawołał Sherlock.
John uniósł brwi.
- Daj znać, jak przejdą ci humory.
- Nie mam żadnych humorów!
- Nie, nie masz. - zdenerwował się John - Przynajmniej żadnych ludzkich. Profesjonalny robot Holmes, wersja '74.
Sherlock zachował kamienną twarz, ale poczuł się, jakby John go uderzył.
Ucichł i zatopił się w rozmyślaniach, kiedy doktor wychodził z pokoju. Do jego świadomości nie dotarł nawet dźwięk kroków na schodach.
JEGO John, jego przyjaciel, który nigdy nie mówił Sherlockowi, że jest dziwakiem, wariatem, psychopatą, John, w którego oczach Sherlock wyczytywał jeszcze tak niedawno tyle aprobaty i czułości, i ten John, który zawsze był krok za Sherlockiem, żeby detektyw zawsze miał do czego wracać, teraz nagle stał się taki, jak wszyscy. W momencie, w którym wszystko zaczęło układać się między nimi tak dobrze!
Czuł się irracjonalnie wręcz rozżalony.
Gdyby Sherlock był dziesięciolatkiem, zapewne teraz najzwyczajniej w świecie by się rozpłakał.


John poznał Mary zaledwie trzy tygodnie temu.
W idiotycznych okolicznościach, jak stwierdził Sherlock.
Trwała akurat fala upałów - przygrywka przed wyjątkowo gorącym latem.
Sherlock z godnością cierpiał w swoich nieśmiertelnych garniturach, John natomiast już dawno przerzucił się na zwykłe koszulki i lekkie spodnie.
- Niezbyt typowa pogoda dla tej szerokości geograficznej - mruknął Sherlock, wściekle nawalając w klawisze komórki, kiedy siedzieli na ławce w parku w pełnym słońcu, czekając na przestępcę.
- A co, boisz się, że się opalisz? - zażartował John.
Sherlock posłał mu mroczne spojrzenie.
- Z taką alabastrową skórą też bym się bał. - John wzruszył ramionami i moment potem chyba zrozumiał, co powiedział, bo jego uszy i policzki zapłonęły.
Sherlock mrugnął i już otwierał usta, żeby coś odpowiedzieć, ale w tym momencie John poderwał się na równe nogi.
- Jest! Tam!
A potem rzucili się w dziki pościg za przestępcą, fanem materiałów wybuchowych z Europy wschodniej i przez moment było cudownie, tak cudownie, kiedy obaj czuli pulsującą w skroniach adrenalinę.
Sherlock miał dłuższe nogi, więc biegł pierwszy, roztrącając ludzi. Za nim dreptał John, zasypując kolejne osoby kolejnymi "Przepraszam! Przepraszam!"
Z powodu upału najwięcej ludzi zgromadziło się dookoła fontanny, chociaż oficjalnie moczenie się w niej było zakazane.
Sherlock zatrzymał się gwałtownie, mrużąc oczy, które poraziło mu słońce.
- Cholera! - zaklął, przetrząsając energicznie kieszenie. W końcu znalazł to, czego szukał.
- Policja! - zawołał, wymachując legitymacją zwiniętą Lestrade'owi i torując im przejście w tłumie.
John skwapliwie zaczął przeciskać się za nim.
Myślał, że wyrwał się już ze zgrai ludzi, kiedy poczuł nagle, że się z kimś zderza. Zachwiał się, ale udało mu się nie przewrócić.
Co innego stało się z drobną blondynką, na którą wpadł.
Zobaczył jak na zwolnionym filmie, jak upada na piaszczystą drogę.
- Jezu! - zawołał - Przepraszam, przepraszam, bardzo panią przepraszam!
Wywindował ją za rękę w górę i przyjrzał jej się dokładniej.
Musiała być chyba w jego wieku, może trochę młodsza.
Miała na sobie jasne szorty i bawełnianą koszulkę, a jasne włosy spięła w koński ogon.
I nie wyglądała wcale na złą, raczej na zafrapowaną.
Kilka razy zamrugały niebieskie oczy, kiedy mówiła:
- Nie szkodzi. Proszę biec dalej, bo wam ucieknie.
John zmarszczył brwi. Musiała uwierzyć w ściemę Sherlocka, że są z policji.
- Na pewno nic się pani nie stało?
- Tak, wszystko w porządku - uśmiechnęła się, a John mimowolnie stwierdził, że to bardzo ładny uśmiech.
- JOHN! - zawołał nagle Sherlock, będący już z trzysta metrów dalej.
Doktor oprzytomniał.
- To, ten, ja. Przestępca! - stwierdził chaotycznie, zrywając się do biegu i rzucając kobiecie ostatnie spojrzenie.
Nie wiedział, że odprowadziła go wzrokiem, zanim nie zniknął za zakrętem.

- Skąd wiedziałeś, że to on podkładał ładunki? - spytał John, kiedy siedzieli z Sherlockiem na masce wozu Lestrade'a, machając w powietrzu nogami, a ludzie ze Scotland Yardu zakuwali właśnie ich przestępcę w kajdanki.
Sherlock prychnął.
- To logiczne, John. Zastanów się.
Ale John nie zdążył się zastanowić, bo dostrzegł coś, a raczej kogoś, kto zaraz skutecznie odciągnął jego uwagę od sprawy, którą było nie było właśnie zakończyli.
- Witam - uśmiechnęła się blondynka, którą rano prawie że wdeptał w ziemię.
Sherlock uniósł brwi, a John poczuł, jak się uśmiecha.
- Witam - odparł.
- Więc naprawdę jesteście z policji?
- Nie do końca.
- Tak, jesteśmy - odezwał się jednocześnie Sherlock.
Doktor przesłał mu spojrzenie, które zabijało.
- A pani właśnie przeszkadza nam w pracy - dodał detektyw dobitnie, nie zwracając na niego uwagi.
Blondynka nie dała jednak łatwo zbić się z tropu.
- W siedzeniu na masce samochodu? - odparowała - Może to tylko moje wrażenie, ale chyba już skończyliście.
John już otwierał usta, ale nie zdążył się odezwać.
- Tak, to tylko pani wrażenie. Dziękujemy za przerwanie naszego dochodzenia, teraz ŻEGNAM.
Sherlock wpatrywał się w kobietę, jakby co najmniej zwinęła mu sprzed nosa nową sprawę, a ona również nie pozostawała mu dłużna. John przez moment patrzył, zafascynowany, na kogoś, kto jest w stanie postawić się Sherlockowi. Rozpogodziła się dopiero wtedy, kiedy zignorowała Sherlocka i zwróciła się do Johna:
- Jestem Mary.
- A ja John.
Sherlockowi przemknęło przez myśl, że gdyby John miał ogon, to właśnie machałby nim, jak zachwycony pies.
Odchrząknął.
- Sherlock Holmes - jego zimny ton wbił się pomiędzy ich dwoje, jak sopel lodu spadający z dachu na niczego niespodziewającego się przechodnia.
- Zabawne imię - uśmiechnęła się Mary.
John dostrzegł w zmarszczonych brwiach Sherlocka niebezpieczeństwo, więc szybko wyparował:
- Nietypowe. Możemy jakoś pani pomóc?
- Nie, chciałam tylko zamienić z panem słowo - zaśmiała się.
Sherlock wzniósł oczy ku niebu i zsunął się z auta.
- Dogonisz mnie - warknął, dając do zrozumienia, że nie wytrzyma natężenia głupoty, po czym oddalił się pośpiesznym krokiem.

John faktycznie dogonił go dopiero na Baker Street.
- Co. To. Było? - zapytał przez zaciśnięte szczęki, ledwo przekroczył próg.
Sherlock rzucił mu zirytowane spojrzenie ze swojego fotela.
- Co?
- Nie udawaj jelenia. Czemu wsiadłeś na Mary, chociaż niczego ci nie zrobiła?
- Ah, więc już jest Mary, nie panią? Szybko poszło.
- Sherlock! - zawołał John, siadając naprzeciwko - Nie zbaczaj z tematu. Co takiego ci zrobiła?
- Poza tym, że poraziła mnie swoją głupotą i najbardziej oklepanymi metodami na podryw, jakie istnieją?  Chyba zdajesz sobie sprawę, że sama na ciebie wpadła wtedy, rano?
John zmarszczył brwi. Tego akurat nie wiedział.
- Tylko po to, abyś miał poczucie winy za stratowanie bezbronnej kobiety i kontynuował z nią rozmowę, kiedy podejdzie?
- A więc chciałeś wysłać ją do diabła, tylko dlatego, że ze mną flirtowała?
Sherlock zacisnął usta.
- Nie masz zamiaru odpowiedzieć?
- Nie mam.
- Na litość boską, jesteś dużym pięciolatkiem!
- A ty małym czterdziestolatkiem - odciął się, podciągając kolana pod brodę i oplatając je swoimi smukłymi przedramionami. - I nietrudno wydedukować, że już jesteście umówieni na randkę. Jakie to nudne. Nudny John i nudna Mary, nawet imiona macie nudne i pospolite. Nie to, co moje imię, jaki to był przymiotnik, ŚMIESZNE?
John przez moment wyglądał, jakby chciał go uderzyć.
A potem po prostu wstał i wyszedł.
To był pierwszy wieczór, kiedy zaczęło się pomiędzy nimi po tak długim okresie spokoju psuć.

Było już bardzo późno, kiedy John wrócił.
Nie wszedł jednak do salonu, tylko od razu wspiął się do siebie na górę.
Sherlock słyszał jego energiczne kroki.
Albo jest z czegoś bardzo zadowolony, albo nadal buzuje w nim złość na Sherlocka, w innymi wypadku brzmiałyby inaczej.
Po chwili namysłu Sherlock uznał pierwszą teorię za bardziej prawdopodobną.
Przez mózg przeleciał mu obraz jasnowłosej Mary. Pewnie już zdążyli pogruchać w jakiejś nudnej, pretensjonalnej kawiarence.
Sherlock zagryzł dolną wargę i poszedł do łazienki.

Gorąco całego dnia zaczęło już stygnąć, chociaż w murach Westminsteru nadal utrzymywała się wysoka temperatura. Duszny Londyn rzadko kiedy łapie pełen haust powietrza. Co za koszmarna pogoda.
Sherlock rozpiął koszulę i rzucił ją w zamyśleniu na podłogę.
Przypomniał sobie nagle to, co powiedział John, zanim ruszyli w pościg za fanem detonowania.
Zmarszczył brwi, patrząc w lustro.
W tafli odbijał się nagi tors, kolorem faktycznie przypominający biały alabaster. Sherlock potarł bezwiednie ramię, patrząc teraz na swoją bladą twarz, a potem odwracając się i zerkając skosem na plecy.
Odkąd pamiętał, nigdy nie był śniady. Ale czy to źle?
Określenie "alabastrowa cera" jest chyba pozytywne?
Tak, gdyby był uroczą, młodą blondyneczką.
Poczuł nagłą falę irytacji i odwrócił się od lustra.
John tylko się z niego nabijał.
Przecież to niemożliwe, żeby kiedykolwiek porównywał swoją spaloną słońcem Afganistanu skórę z jasną skórą Sherlocka.
I gdyby czasami myślał o niej jako o idealnej, albo chociaż naprawdę pięknej.
Sherlock poczuł, że piecze go twarz. Specyficzne uczucie. Musi je kiedyś przebadać.


Tak, jak podejrzewał Sherlock, John zaczął spotykać się z Mary.
Kilka razy pokazała się nawet na Baker Street, ale Sherlock był nawet według swoich standardów tak cyniczny i opryskliwy, że John zaniechał przyprowadzania jej do ich mieszkania.
Zamiast tego więc wychodził najczęściej na miasto, pozostawiając Sherlocka torturującego skrzypce i zastając go robiącego dokładnie to samo po jego powrocie.
A Sherlock prędko doszedł do wniosku, że nienawidzi, tak koszmarnie, tak okropnie, tak bardzo nienawidzi Mary.
Nie wiedział, dlaczego.
Dopiero potem odkrył gdzieś w głębi siebie idiotyczne uczucie zazdrości. Naprawdę, najbardziej ludzkie i okropne uczucie, jakie istniało.
Mary była dla niego najgorszą z dziewczyn Johna. Na Boga, była nawet gorsza, niż ten idiota Anderson! Sherlock nie mógł jej znieść. Była durnym, stereotypowym stworzeniem najgorszego gatunku.
John natomiast wpatrywał się w nią nieustannie, jak w tęczę.
- To wygląda na coś poważnego - odezwał się któregoś dnia Sherlock, kiedy ślęczeli z Johnem nad listą poszlak (ostatnio robili to razem coraz rzadziej).
- Co?
- Mary. - jej imię w ustach Sherlocka zabrzmiało, jak prychnięcie.
- Mary - powtórzył ciepło John, a Sherlock dostrzegł w jego zielonych oczach ten rodzaj czułości, który kiedyś był przeznaczony tylko dla niego. Tylko dla Sherlocka, dla nikogo innego! A na pewno nie dla żadnej Mary!
- Zamierzasz się z nią ożenić?
- Chyba za wcześnie, aby o tym myśleć - odparł w zadumie, nie widząc, jak każdym kolejnym słowem rani Sherlocka. Chyba za wcześnie. Nie zaprzeczył, że istnieje taka możliwość. - Właśnie, Sherlock. Idziemy dziś z Mary do kina, prosiła, żebym też cię zaprosił.
Sherlock mógł nie być mistrzem interpretacji zachowań społecznych, ale wiedział, kiedy pytano go o coś jedynie pro forma.
- Doprawdy? Jak miło z jej strony. Nie pójdę - odparł, stwierdzając w myślach, że i tak mu przecież nie zależało na przesuwaniu wzroku z nudnego filmu na profil Johna, zanurzony w półmroku. Wcale mu nie zależało. Kto by chciał patrzeć na rzęsy Johna, jak jasny puszek, podświetlone światłem z ekranu? No właśnie, nikt.

Sherlock i John zamieniali ze sobą coraz mniej zdań i spędzali ze sobą coraz mniej czasu.
Lato było w pełni, Sherlock rozwiązywał sprawę za sprawą, a John skupiał się na pracy w przychodni i na randkach z Mary.
- Podoba ci się to życie. Przepisywanie lekarstwa na katar, grzebanie ludziom w przegrodach nosowych, po południu kawka, pod wieczór nudny seks. Jakie to piękne. Jakie monotonne.
John uniósł brwi. Wciskał akurat w siebie śniadanie, za pięć minut musiał wyjść do pracy.
- Nie rozumiem natomiast, czemu ciebie to tak boli.
- Mnie to nie boli. Ja tylko stwierdzam fakt. Na początku naszej znajomości chciałeś tylko adrenaliny, a teraz stajesz się ustatkowanym panem w średnim wieku - odparł z godnością, oddalając się, powiewając swoją zbyt obszerną piżamą.

Ale John nie wie, że Sherlock udając obojętność ze złości i zazdrości gryzie wewnętrzne strony policzków do krwi. Nie wie też, że Sherlock doszedł ostatnio do powalających, zadziwiających nawet jego genialny umysł wniosków, które wypływają podczas tysięcznej chyba w tym tygodniu kłótni pod numerem 221b.
- Jesteś chory, Sherlock! Dlaczego tak bardzo nienawidzisz Mary?! Co ona ci zrobiła?!
I to ten moment, w którym słowa płyną prędzej, niż powinny:
- Zabrała mi ciebie! Ty masz być ze mną! Widziałem to w twoich oczach, ty mnie kochałeś. Dlaczego teraz mnie nie kochasz? - i brzmi to tak bardzo, koszmarnie żałośnie. - Ja cię kocham.
I Sherlock bardzo ludzkim gestem zatyka usta dłonią, a jego źrenice się rozszerzają, kiedy zdaje sobie sprawę, co właśnie powiedział.
Related content
Comments: 10

MushiAkki [2014-10-30 12:43:31 +0000 UTC]

YwY Cudne!

👍: 0 ⏩: 0

MrsHolmesCumberbatch [2014-01-31 08:12:20 +0000 UTC]

To... To było takie... Rozklejające. Ryczę ;-;

Dziękuję za to. Cudowne  

👍: 0 ⏩: 0

PsychosocialCarousel [2013-04-13 19:20:41 +0000 UTC]

ajshdhghg, W TAKIM MOMENCIE.
TINO, CHUJU, PISZ DALEJ, BO NIE ZDZIERŻĘ ;__;

👍: 0 ⏩: 1

FanRubyGloom In reply to PsychosocialCarousel [2013-04-13 19:26:47 +0000 UTC]

NAZYWAJĄC MNIE CHUJEM DUŻO NIE WSKÓRASZ |D

👍: 0 ⏩: 0

Marcel-Art [2013-03-28 18:16:02 +0000 UTC]

PODOBA MI SIĘ TO.

Och, jak mi się to podoba. Jeden news dotyczący Mary i nikt jej już nie lubi, yesss. Mary jako słodka idiotka = headcanon approves. Łączmy się wszyscy w hejcie do Mary! *wyciąga z radością tasak*

No nie będę cukrzyć, ta część rzeczywiście jest słabsza technicznie. Pierwsze spotkanie z Mary jakoś mnie nie przekonało. ALE! Ale potem było lepiej i lepiej, bez przesadyzmu i bardzo naturalnie opisałaś zazdrosnego Sherlocka. Chociaż nie obyło się bez dramy, ale hej, to właśnie Sherlock. XD Sherlock bez dramy nie wypali.

Za to denerwujący był John w tym ficku. Taki zauroczony szczeniak, który poleciał ślepo na dziewczynę, która pierwsza (!) zaczęła się nim interesować. I zaznaczam, że irytująca była jego głupota w doborze partnerki - a nie on sam. Dzięki tobie mam teraz wenę i ochotę napisać ficka, w którym Mary ginie w niewyjaśnionych okolicznościach i nikt za nią nie tęskni, bo John przegląda na oczy i wybiera światłą stronę Johnlocka, mwahaha! *zaciera łapki*

I ajksdfkhdgfyhgkhuougfhu końcówka! Głupi, zakochany Sherlock. FEEEEEEEEEEELS.

NIESKŁADNE KOMENTARZE FTW.

"- Z taką alabastrową skórą też bym się bał. - John wzruszył ramionami i moment potem chyba zrozumiał, co powiedział, bo jego uszy i policzki zapłonęły."

C z e k a ł a m n a t o. Czekałam jak głupek, odkąd przypomniałam sobie o kochanym "you being all mysterious with your... cheekbones" i musiałam, musiałam zobaczyć, jak ktoś wykorzystuje to johnowe zamiłowanie do wyszukanych komplementów. Z których nie zdaje sobie nawet sprawy. Muszę dodawać, że parsknęłam śmiechem i kwikiem?

"- Skąd wiedziałeś, że to on podkładał ładunki? - spytał John, kiedy siedzieli z Sherlockiem na masce wozu Lestrade'a, machając w powietrzu nogami, a ludzie ze Scotland Yardu zakuwali właśnie ich przestępcę w kajdanki."

Kolejny KWIK i przeuroczy akapit. John, który tak siedzi na masce samochodu i macha nogami jak pięciolatek, awwwww. :3

"A Sherlock prędko doszedł do wniosku, że nienawidzi, tak koszmarnie, tak okropnie, tak bardzo nienawidzi Mary."

Oj, jak my się z Sherlockiem dobrze rozumiemy! XD

DOBRA, KONIEC. Obowiązek komentarza został wypełniony. zasłużyłam już na moje seksy na stole lol XD

👍: 0 ⏩: 0

Pepcia [2013-03-28 16:00:33 +0000 UTC]

ahfghhdfhjdkjhjfdhgnvkjhfjhgjhfjfbnvjhffhg. i tak wiesz co chce napisać. kochamkochamkochamkochamkocham. ale dlaczego w takim momencie musiałaś skończyć?! :c

👍: 0 ⏩: 1

FanRubyGloom In reply to Pepcia [2013-03-28 17:17:55 +0000 UTC]

Żeby zwiększyc dramatyzm

👍: 0 ⏩: 0

Panicz-Feli [2013-03-28 11:58:51 +0000 UTC]

obożeobożeobożejakietodobre.


Widzę, że nadal mamy ból bo Mary, co? Ja tam w sumie po cichu chce ją w serialu, W KOŃCU KOCHAMY CIERPIEĆ, NO. Jestem ciekawa jak to będzie wyglądać.

Ale dobra, odnośnie fanfika- czego ty od niego chcesz, jest bardzo dobry. Ale niektóre fragmenty to prawdziwe perełki, ale nie mam sił cytować wszystkiego ;w;

I Sherlock. Sherlock tak prawdziwie zazdrosny dkasjhasjkdask i musiałaś skończyc w takim momencie? POTEM SIĘ DZIWISZ, ŻE JESTEŚ NAZYWANA MOFFATEM, KURDĘ.

I ty coraz dłuższe te fanfiki piszesz, brawo!





kiedynastępnyrozdział ;_;
oczywiście czekam jeszcze na kibel.

👍: 0 ⏩: 1

FanRubyGloom In reply to Panicz-Feli [2013-03-28 16:55:49 +0000 UTC]

Ej, ej, ej, Po pierwsze, miałam już półtora strony tego ficka, kiedy się dowiedziałam, że Mary ma byc!
Chyba wywróżyłam zło ;____;

👍: 0 ⏩: 1

Panicz-Feli In reply to FanRubyGloom [2013-03-28 17:20:53 +0000 UTC]

Wykrakałaś D:

👍: 0 ⏩: 0