HOME | DD
Published: 2012-12-02 19:04:46 +0000 UTC; Views: 2060; Favourites: 10; Downloads: 1
Redirect to original
Description
Dobrze, że tego dnia po całym Londynie rozlała się mgła. Dobrze, pomimo tego, że przeklinali ją kierowcy i piesi, ludzie na rowerach i skuterach, młodzi i starsi. Bardzo dobrze, bo mogła ukryć jedyny moment słabości geniusza, który zwykł stronić od przywiązania. Nie, nie cenił sentymentów. Wcale się z nimi nie liczył. Do tej pory jego jedynymi "przywiązaniami" były nałogi. Najpierw palenie jako nastolatek, potem, kiedy stało się zbyt nudno, narkotyki. Potem znów papierosy. Ale Sherlock nie lubił być od niczego zależnym. Dlatego też próbował rzucić, raczej bez powodzenia. Wtedy w pewnym sensie uzależnił się od plastrów nikotynowych. To też go niezmiernie irytowało. Być od czegoś zależnym. Być przywiązanym. Idiotyzm.Sherlock gardził tymi uczuciami. Tak samo, jak teraz gardził sobą. Bo sam się tym uczuciom poddał. Nie natychmiast, nie nagle. Stopniowo. Po kawałku John robił z niego człowieka, nie maszynę. Żeby w końcu dziś mógł pokazać swoją słabość, która gromadziła się w nim po trochu. Dzień po dniu i tydzień po tygodniu.
Może gdyby John nie udał się z nim w poszukiwanie śladów w tej nowej sprawie, byłoby inaczej. Ale poszedł, bo robił to zawsze. Jego lojalność stała się nagle irytująca. Bo przedtem Sherlock nie zwracał na nią uwagi. Gdyby nie ta cholerna mgła, może też stałoby się inaczej. Ale mgła też mu towarzyszyła.
No i gdyby ostatecznie John nie postanowił go przetestować, bo właśnie to z pewnością chciał zrobić, gdyby nie pocałował go, gdyby obaj nie potoczyli się po wilgotnej trawie w skąpanym w mgle parku. Gdyby wreszcie sam Sherlock dał radę się powstrzymać, nie pozwolił swoim dłoniom dotykać karku i pleców Johna, nie pozwolił swoim ustom odwzajemniać zachłannie pocałunków, błądzić im z ciekawością po nowym, interesującym, atrakcyjnym terytorium. Gdyby się zupełnie nie zatracił, nie pozwolił Johnowi przejąć dowodzenia i niespodziewanie dla siebie samego wyszeptać "kocham cię..." wtedy wszystko wyglądałoby inaczej. Gdyby, gdyby...
A jednak stało się właśnie tak, jak Sherlock sobie nie życzył. Bo o ile przygodny seks można by zrzucić na potrzebę uspokojenia głupiej reakcji organizmu, tak emocjonalne przywiązanie było czymś nie do usprawiedliwienia. Sherlock stał się zwykłym człowiekiem, bo nie potrafił utrzymać za zębami dwóch, pozbawionych sensu słów.
I co z tego, że tylko John był ich świadkiem? On właśnie, ze wszystkich ludzi, nie powinien nim być. A jednak tylko on mógł je sprowokować. Paradoks.
Nie tak powinno być. Nie tak, wcale nie tak. A jednak ciało nadal pamiętało dotyk dłoni Johna, serce pamiętało przyśpieszony rytm, w jakim, zupełnie irracjonalnie, biło, usta czuły smak Johna, głowa pamiętała słowa Johna, które obiecywały, obiecywały, obiecywały...
John.
Sherlock odwrócił się gwałtownie od okna, słysząc kroki. Akurat, żeby napotkać spojrzenie wchodzącego właśnie przyjaciela. Chyba pierwszy raz w swoim życiu Sherlock uciekł wzrokiem.
- Chciałem z tobą porozmawiać. Mogę?
Detektyw kiwnął nieznacznie głową. Drugi z mężczyzn wciągnął gwałtownie powietrze.
- Chodzi o dzisiaj.
- Domyśliłem się.
- A więc...
- Więc? - Sherlock spojrzał na niego ukradkiem. John mógł być twardym facetem, ale definitywnie było w nim coś rozczulającego.
- Chcesz, żebyśmy to... - odkaszlnął - Puścili w niepamięć?
Na chwilę zapadła cisza.
- Udawać, że do niczego między nami nie doszło?
- Właśnie tak.
- Nie.
- Nie?
- Ignorowanie faktów nie ma najmniejszego sensu. Jako mój asystent powinieneś zdawać sobie z tego sprawę, John.
- Więc jaką masz niby zamiar taktykę przyjąć?
Poczułem, że mimowolnie się uśmiecham. Nasza rozmowa była tak konkretna, jakbyśmy rozmawiali o kolejnej sprawie.
- Mogę zadać ci to samo pytanie. John uniósł brwi.
- Sherlock?
- O co chodzi?
- Ty się boisz.
Znów zapadła cisza. Tym razem jednak ciągnęła się, trwała i trwała, dopóki Sherlock nie zdał sobie sprawy, że powinien coś odpowiedzieć.
- Nie! Wcale nie! Skąd ten pomysł?
- Nie udawaj. Zawsze twierdzisz, że ja widzę, ale nie zauważam. A zauważam naprawdę więcej, niż mógłbyś sądzić. Boisz się, bo nigdy przedtem nie byłeś w takiej sytuacji.
- Bzdury! - prychnął Sherlock, wykonując zamaszysty ruch ręką.
- Bzdury? Nie sądzę. Próbujesz tylko sam nie dopuścić do siebie tej myśli.
- Teza bez poparcia nie jest wiele warta, John.
- Chcesz dowodów? - John założył ramiona na krzyż.
Sherlock rzucił mu wyzywające spojrzenie.
- Tak.
John mrugnął.
- Świetnie. Tylko odsuń się lepiej od okna.
Sherlock o dziwo posłusznie przeszedł pod ścianę.
- Nie widzę w tym sensu. - mruknął.
John znalazł się koło niego dwoma długimi krokami.
- Zaraz zobaczysz. - zapewnił go, chwytając jego za rękę.
Od bliskości Johna serce Sherlocka już przedtem waliło jak młotem, ale w tym momencie kompletnie zwariowało. Sherlock zacisnął zęby. Uspokój się, idioto!
- Masz przyśpieszony puls. - stwierdził John. Puścił dłoń Sherlocka i położył ją płasko na swojej własnej. Cienkie, blade palce detektywa drżały.
- Drżą ci palce.
Uniósł wzrok. Sherlock niemal wstrzymał oddech, kiedy zobaczył zielone, szczere oczy Johna tak blisko swoich.
- Ze strachu poszerzają ci się nawet źrenice. - powiedział cicho. Położył delikatnie dłoń na jego piersi i wsłuchał się. - Masz niespokojny oddech. - znów uniósł wzrok, żeby stwierdzić - Zagryzasz dolną wargę prawie do krwi. Puść. - nakazał, wyciągając dłoń, żeby dotknąć jego policzka. Sherlock drgnął lekko i rozluźnił szczękę - Potrzebujesz więcej dowodów?
Detektyw odwrócił wzrok.
- Nie. Wspaniale, przejrzałeś mnie. Jestem przerażony. Co ci to daje? - odparł, jakby rozżalony. - Puść moją rękę. - dodał, zwracając twarz z powrotem w stronę Johna.
- Nie. - stwierdził po prostu, splatając swoje palce z palcami Sherlocka. - Sherlock... Czego ty się boisz? Mnie? Swojego przyjaciela?
- Nie o to chodzi...
- Więc o co? Co niby jest takiego, że nie możemy być razem, skoro ja kocham ciebie, a ty powiedziałeś dziś, że kochasz mnie? Czemu z tobą nic nie może być normalne?! Sherlock!
Detektyw uśmiechnął się nagle blado.
- Bycie normalnym jest nudne.
- Więc zróbmy tak, żeby nie było nudno. - powiedział John. - Cokolwiek cię przeraża, chyba jesteś w stanie z tym wygrać.
Poczuł nagle, że palce Sherlocka pogłębiają uścisk ich dłoni.
- Sherlock Holmes nigdy się niczego nie bał. I nie ma zamiaru bać się teraz.
Related content
Comments: 9
laurkaak [2014-07-11 00:56:55 +0000 UTC]
Hahaha,genialne!Aczkolwiek wolę Sherlocka, który "bierze sprawy w swoje ręce"
👍: 0 ⏩: 0
Marcel-Art [2013-04-19 21:06:23 +0000 UTC]
Podobało mi się. Nie będzie długo, niestety bo muszę coś zrobić, no i zabieram się do skomentowania czegoś innego (haha, niespodzianka!). Ale jeden fragment mnie zabił. Serio. Umar. I muszę się nim podzielić.
"No i gdyby ostatecznie John nie postanowił go przetestować, bo właśnie to z pewnością chciał zrobić, gdyby nie pocałował go"
Marcela się rozczuliła, jakie to super, mgła i takie tam, a potem nagle:
"gdyby obaj nie potoczyli się po wilgotnej trawie w skąpanym w mgle parku"
I wszystko, o czym mogłam pomyśleć, to: [link]
A konkretniej scena, w której Simba i Nala toczą się przez całą polanę.
I'M SO SORRY.
👍: 0 ⏩: 0
puchon [2013-03-15 19:22:29 +0000 UTC]
To nagłe zmieniane rodzaju narracji jest wręcz fascynujące. Chociaż można się kilka razy wracać żeby zobaczyć że jednak tu jest 3. osoba a tam nagle 1. To jest tak dla mnie nowe i nienaturalne że sama kilka razy musiałam to zrobić.
- Sherlock?
- O co chodzi?
- Ty się boisz.
Tym fragmentem mnie 'ukradłaś'. I jeszcze jedno - co masz na myśli pisząc 'żeby nie było nudno', hm? Bo nie wiem jakiego rodzaju myśli powinnam teraz do mojej głowy dopuszczać, a jakie z niej brutalnie wykopywać.
👍: 0 ⏩: 0
Guardian26 [2013-02-02 12:05:25 +0000 UTC]
Ś w i e t n e.
Takie niby drama, niby fluff, niby angst. Trzy w jednym, jeszcze tylko pasującej melodii brakuje.
Popieram komentatorkę wyżej, co ćpiesz, że tyle Johnlocka masz w tym swoim blond łebku?
Ja to bym zryła, jakbym sobie spacerowała i nagle zobaczyła Johna i Sherlocka tarzających się po trawie niczym dwóch napalonych nastolatków.
👍: 0 ⏩: 1
FanRubyGloom In reply to Guardian26 [2013-02-07 22:31:43 +0000 UTC]
Ahh, no właśnie tak skakałam pomiędzy gatunkami i wyszło... to
No wyszło, co wyszło
To po prostu mój dziki mózg fangirlsa
Za dużo inspiracji wokół
Ahhh, ja bym chyba trupem padła
👍: 0 ⏩: 1
Guardian26 In reply to FanRubyGloom [2013-02-07 22:44:28 +0000 UTC]
Za dużo inspiracji?
Bitch, please, podziel się.
Moja wena śpi gdzieś w rowie z butlą czystej. ._.
Lornetka i na poszukiwania!
👍: 0 ⏩: 1
FanRubyGloom In reply to Guardian26 [2013-02-07 22:48:43 +0000 UTC]
Ależ chętnie, proszę, bierz!
Ja spac przez to nie mogę i na nic czasu nie mam D:
Lepsza czysta, niż denaturat
👍: 0 ⏩: 0
Greena13 [2012-12-02 20:09:24 +0000 UTC]
Chciałam nadrobić wszystkie moje zagubione, zapomniane, nieczytane, pokryte kurzem fanficki ale nie! Ta musi pisać kolejnego Johnlocka!
.
.
.
Co ty ćpiusz, że masz tak dużo pomysłów? I tak szybko piszesz?! Nie wyrabiam, cholercia
Acha i podobało mi się. Ale John jako ten dominujący... nie mogę się przyzwyczaić. Będziesz musiała mi pomóc
A i to w parku... zamurowało w piramidę.
👍: 0 ⏩: 1
FanRubyGloom In reply to Greena13 [2012-12-03 19:10:34 +0000 UTC]
Haha, za wolno czytasz, serce moje >D
I nie czytaj tych starych ficków sprzed dwóch lat, są niedobre, nieudolne i fufu
Ale...alealeale, pomysły same mi się objawiają Nie moja wina, tylko mojego mózgu!
Ahh, ja tam zawsze twierdziłam, że to John dominuje >D
Akcja w parku wyszła ostrzejsza, niż miała Nie, nie żałuję
👍: 0 ⏩: 0








